W czwartek oczy inwestorów zwrócone były na indeks DJIA, który kolejny raz atakował szczyt wszech czasów. Na NYSE i NASDAQ notowanych jest kilka tysięcy spółek, ale gracze dziwny sentyment czują do 30 największych, które wchodzą w skład DJIA. Zdecydowanie lepszy obraz rynku pokazuje, daleki od rekordu, indeks S&P 500, czyli indeks 500 największych spółek, ale bicie rekordu na DJIA zawsze jest powodem do wielkiej uciechy komentatorów.
Dane makro nie miały w zasadzie żadnego wpływu na zachowanie rynków. Tygodniowa zmiana na rynku pracy w USA była praktycznie zgodna z prognozami. Raport o amerykańskim PKB (zawierający również kilka miar inflacji) był już ostatnią weryfikacją i trudno było oczekiwać, że będzie się znacznie różnił od tego, co ostatnio podawano, a jednak okazało się, że PKB wzrósł nie o 2,9, a o 2,6 proc. Tak bardzo obserwowany indeks bazowy PCE (wskaźnik wydatków konsumpcyjnych) został ostatecznie zweryfikowany nieznacznie w dół. Mniejsza presja inflacyjna i słabszy wzrost gospodarczy powinny były osłabić dolara, ale nie byłoby to w zgodzie z ostatnio obowiązującą logiką rynku – rosnące ceny obligacji (spadająca rentowność) nadal przyciągają kapitał, a to dolara wzmocniło. Wzmocniło jednak tylko na chwilę. Bardzo szybko ceny obligacji zaczęły spadać (rentowność rosła) z czysto technicznego powodu – rynek był już wykupiony i należała mu się korekta. Kurs EUR/USD też wrócił do poziomu środowego zamknięcia.
W tej sytuacji na rynku towarowym każdy surowiec poszedł swoją drogą. Kontrakty na miedź staniały o prawie dwa procent, a złoto podrożało o blisko jeden procent. Nieco dziwnie zachowała się ropa. Cena baryłki przez cały dzień rosła w obawie przed zapowiadanymi już cięciami wydobycia w niektórych krajach OPEC. Przed 18.00 zbliżyła się do 64 USD, ale od 20.00 rozpoczęła się ostra korekta sprowadzająca cenę ropy poniżej 63 USD (spadła od środy o 0,2 proc.).
Z kolei indeksy giełdowe od początku sesji osuwały się, a od 18.00 zaczęły rosnąć. Mówiło się, że to osuwanie się wynikało z obaw o powrót ropy do trendu wzrostowego i rzeczywiście wpływ zmiany cen tego surowca na giełdy akcji było widać. Niepewność graczy wynikała jednak przede wszystkim z obawy o to, że indeksy zawędrowały już za wysoko. Pomagało bykom ciągle kończące kwartał „window dressing”, dzięki czemu udało się zamknąć sesję zwyżką. Widać jednak, że gracze mają coraz więcej wątpliwości, a rynek szybkimi krokami zbliża się do korekty.
Koniec kwartału ma jednak swoje prawa, a przewaga byków jest na razie miażdżąca. Korekty jednak nadchodzą zazwyczaj nagle, chociaż pewnie nie w ostatnim dniu kwartału. Po sesji Research in Motion (RIM) opublikował wyniki dużo lepsze od prognoz i podniósł prognozy. Dzięki temu indeks handlu posesyjnego (AHI) wzrósł aż o 0,29 proc. (dla AHI to dużo). Kontrakty na NASDAQ rosną, a na S&P 500 i DJIA nie zmieniają się rano w stosunku do wczorajszego zamknięcia. Są więc dobre warunki do doskonałego zamknięcia kwartału. Potrzebne są do tego jednak odpowiednia dane makro.
Dzisiaj przed południem w Eurolandzie opublikowane zostaną liczne indeksy nastroju (biznesu, konsumentów itp.). Najważniejszy będzie indeks nastrojów panujących w gospodarce. Zapowiada się niewielki spadek i gdyby tak rzeczywiście było to nie zobaczymy nawet drgnięcia kursów walut i indeksów giełdowych. Dane znacznie odbiegające od prognoz też zresztą tylko przez chwilę będą na rynek działały. Gracze będą czekali na dane z USA.
Najwcześniej będą opublikowane raporty o przychodach i wydatkach oraz o miesięcznej zmianie wskaźnika wydatków konsumpcyjnych (PCE). Im wyższe wydatki tym lepiej dla gospodarki, ale im wyższe przychody tym większa może być inflacja. Dlatego też te dane mogą być trudne do interpretacji i rynek skupi się zapewne na wskaźniku wydatków konsumpcyjnych (bazowym), bo na ten wskaźnik szczególnie mocno reaguje Fed. Im wyższy będzie PCE tym lepiej dla dolara i tym gorzej dla akcji.
Kolejnym raportami będą indeks nastroju Uniwersytetu Michigan oraz indeks Chicago PMI pokazujący, jaka koniunktura panuje w regionie. Indeks nastroju rynek powinien zlekceważyć, bo przecież wszyscy już wiedzą, że nastroje się poprawiły, bo cena benzyny spadała, a indeksy rosły. Poza tym jest to jedynie weryfikacja danych z połowy miesiąca, co siłą rzeczy zmniejsza wagę tego raportu. Reakcję możemy zobaczyć po publikacji indeksu Chicago PMI, bo w zeszłym tygodniu podobny indeks z Filadelfii pokazał, że gospodarka wchodzi w recesję. Gdyby spadek był nieznaczny to mogłoby nawet pomóc akcjom. Wyłącznie bardzo duży spadek obniżyłby indeksy i bardzo zaszkodził dolarowi.
Na rynki wpłynąć mogą liczne dzisiaj wypowiedzi istotnych dla rynku ekonomistów. Zacznie Max Weber, szef Bundesbanku, a potem wypowiadać się będzie William Poole, szef Fed z St. Louis i Michaela Moskow, szefa Fed z Chicago. Jeśli będą lekceważyli inflację to nie zaszkodzą akcjom, ale gdyby zaczęli ostrzegać to wywołaliby korektę.